Rupert Murdoch, prezes News Corporation (jednej z największych na świecie korporacji medialnych, właściciela tytułów prasowych, takich jak „The Wall Street Journal” czy „The Times”, kanałów telewizyjnych Fox oraz studia filmowego 20th Century Fox) w swoim tweecie uznał, że wszyscy muzułmanie odpowiedzialni są za masakrę w siedzibie „Charlie Hebdo”.

Murdoch oznajmił: „Może to i prawda, że większość muzułmanów jest pokojowo nastawiona, ale dopóki nie uznają oni, że dżihadyzm stanowi najpoważniejszy problem, którego należy się pozbyć jak narastającego raka, muszą oni zostać pociągnięci do odpowiedzialności”.

„Co za ulga” – pewnie pomyślało wielu – „wreszcie znalazł się ktoś, kto miał odwagę powiedzieć prawdę”. Tak, to prawda zgodna z duchem czasów. Na reakcję na ten „głos rozsądku” nie trzeba było długo czekać. Jedna z najostrzejszych odpowiedzi została udzielona przez Ministra Spraw Wewnętrznych Turcji, Efkana Alę. Wypowiedź Murdocha określił jako kolosalną niesprawiedliwość i ignorancję.

Ala stwierdził m.in.: „Jeśli mamy wypracować jakieś rozwiązanie problemu globalnego terroryzmu, wszyscy powinni zważać na swoje słowa, nie posługując się terminami, o których nie mają żadnego pojęcia”. „Islam to religia, której nazwa odnosi się do pokoju. Muzułmanie sprzeciwiają się nawet używaniu wyrazów «islam» i «terror» w tym samym zdaniu. [Słowa Murdocha] to niedorzeczność, ponieważ przesłanie islamu obejmuje odrzucenie metod terrorystycznych w jakiejkolwiek postaci”. Podkreślił również, że islam odrzuca dyskryminację ludzi w oparciu o pochodzenie etniczne, rasę czy wyznanie.

To, co napisał Murdoch można skomentować, cytując fragment tekstu Jonathana Freedlanda zamieszczonego na stronie londyńskiego dziennika „The Guardian” kilka godzin przed pojawieniem się tweetu Murdocha: „Naszą odpowiedzialnością jest powstrzymanie starań [„dżihadystów”]. W przypadku muzułmanów wymagałoby to wyraźnego podkreślania, że zabójcy [z Paryża] wypowiadali się wyłącznie we własnym imieniu. Zauważmy, jak szybko delegacja 20 imamów odwiedziła redakcję „Charlie Hebdo”, uznając zamachowców za «kryminalistów, barbarzyńców i diabłów» oraz – co najważniejsze – za niemuzułmanów. Ale oczywiście nie musieli oni tego czynić. Zwracanie z surową miną uwagi muzułmanom, że muszą potępiać każdy akt terroru przeprowadzony przez wyznawców dżihadyzmu wydaje się czymś osobliwym – tak jakbyśmy milcząco zakładali, że faktycznie popierają oni tego rodzaju zbrodnie, jeśli nie odżegnają się od nich wyraźnie. Roszczenie tego rodzaju napędza budowanie podziałów między muzułmanami a ich współ-obywatelami. (Tak się składa, że i Żydzi mają całkiem zbliżone doświadczenie: nas również nakłania się czasami do potępienia takiego czy innego działania podjętego przez innych – nawet jeśli nie mamy nad tym władzy – o ile chcielibyśmy, żeby zostało zagwarantowane bezpieczeństwo naszemu pełnemu sympatii społeczeństwu.) Nie powinno się zatem tego wymagać. Ale jeśli takie gesty pojawią się – z taką szybkością i spontanicznością jak miało to miejsce w bieżącym tygodniu – ich moc jest wyjątkowo doniosła. Chęć pokrzyżowania szlaków zabójcom, tak aby nie pozwolić im, żeby identyfikowali się z islamem, oznacza zatem wysiłek, który muszą podjąć również niemuzułmanie. Muszą oni uczynić wszystko, co w ich mocy, aby żadna z ich postaw – szczególnie tych będących reakcją na wydarzenia takie jak to obecne – nie prowadziła do traktowania większości muzułmanów oraz wyznawców dżihadyzmu tak jakby należeli oni do tej samej grupy ludzi”.

Źródła: www.hurriyetdailynews.comwww.loonwatch.com, www.theguardian.com