Przedstawiciele biznesu, klasa polityczna oraz zwykli Niemcy podjęli starania na rzecz przeciwstawienia się wzbierającej fali anty-imigranckich nastrojów w tym kraju. Ich zdaniem stanowi ona zaprzeczenie wartości, które stoją u jego podstaw oraz wypracowanego z takim trudem w okresie powojennym jego obrazu na arenie międzynarodowej. Organizowane są kontr-demonstracje oraz inicjatywy w mediach społecznościowych, które zrzeszają oponentów ksenofobii i mobilizują ich do działań wymierzonych w grupy skrajnej prawicy, których zdaniem Niemcy zalewane są przez islamskich ekstremistów.

Prezydent Joachim Gauck, były pro-demokratyczny pastor w komunistycznych Niemczech Wschodnich poświęcił swoje tegoroczne orędzie bożonarodzeniowe potężnemu, zdecydowanemu apelowi o współczucie i otwartość wobec azylantów poszukujących bezpiecznej przystani. Gauck odniósł się do działań „patriotów” z Pegidy i jej cotygodniowych marszy. Stwierdził, że głęboko wierzy, iż większość Niemców odrzuci tę inicjatywę. Prezydent Niemiec powiedział m.in.: „To, że reagujemy z empatią wobec obecnego kryzysu, że większość z nas nie przyjmuje przesłania tych, którzy do niego doprowadzili, chcąc zapieczętować wstęp do Niemiec – to jest dla mnie prawdziwa pociecha na zbliżający się nowy rok”.

Minister spraw zagranicznych, Frank-Walter Steinmeier z radością odniósł się do protestów przeciwko „Pegidzie”, w których udział biorą tysiące osób, podkreślając, że większość Niemców zgadza się na przyjęcie do swojego kraju osób uciekających z regionów wojen domowych i prześladowań. W wywiadzie dla „Spiegel Online” z 23 grudnia rzekł: „Niemiec, które wyrażają współczucie i pomagają – takiego kraju dzisiaj potrzebujemy”.

Pegida rozpoczęła działalność w październiku w Dreźnie – stolicy Saksonii, gdzie zaledwie 2,2% ludności stanowią obcokrajowcy. W manifeście opublikowanym w tym miesiącu „patrioci” identyfikują się jako „ruch oddolny” nastawiony na ochronę „wartości judeochrześcijańskich”. Wzywają również do tolerowania „zasymilowanych” muzułmanów oraz do oporu wobec „mizoginicznej i brutalnej ideologii” islamizmu. Ich wrogami są również „zakłamane media”, „elity polityczne” oraz „multikuturalizm”.

Zdaniem krytyków Pegidy posługuje się ona prawie wprost retoryką neonazistowską, podsycając sentymenty ksenofobiczne dokładnie w momencie, gdy Niemcy stały się krajem najbardziej docenianym za pomoc osobom szukającym schronienia przed prześladowaniami w ich własnych państwach oraz drugim po USA najczęściej wybieranym przez imigrantów miejscem, gdzie pragną się osiedlić. Przeciwnicy „patriotów” podkreślają, że w kraju, który wywołał Holocaust, nie powinno być miejsca dla rasizmu.

Na pierwszy marsz Pegidy przybyło kilkaset osób, jednak w poniedziałek przed Bożym Narodzeniem odnotowano rekordową liczbę uczestników – 17,5 tys. – którzy zajęli większą część centrum miasta, śpiewając kolędy. Mniejsze grupy naśladowców zebrały się w trzech miastach w landach zachodnich, ale zdołały one przyciągnąć co najwyżej 200 chętnych. Przeciwko nim wystąpiły znacznie liczniejsze kontrdemonstracje (ok. 20 tys. uczestników w całym kraju).

Zarząd słynnej drezdeńskiej hali koncertowej, Semperoper, wyłączył oświetlenie swojego budynku na czas trwania demonstracji Pegidy. Na jego murach wywieszono plansze z hasłami: „Otwórzcie oczy”, „Otwórzcie serca”, „Otwórzcie drzwi” oraz „Godność ludzka to świętość” (pierwsze zdanie konstytucji niemieckiej).

Nagła popularność Pegidy wywołała popłoch w Berlinie – politycy zdają sobie sprawę, że obrazy z Niemiec przedstawiające marsze skrajnie prawicowych fanatyków mogą poważnie wpłynąć na odbiór tego kraju za granicą. Kanclerz Angela Merkel ostrzegła swoich rodaków przed uleganiem taniej ksenofobicznej nagonce. Wieloletni minister finansów, Wolfgang Schaeuble, oskarżył klasę polityczną za to, że nie sprostała oczekiwaniom niektórych grup społecznych. Stwierdził, że politycy powinni być gotowi na „słuchanie oraz prezentowanie swoich racji”. Jednak zaznaczył równocześnie, że niezbędne jest przestrzeganie wartości leżących u podstaw powojennej republiki, w tym gościnności, szczególnie wobec uchodźców-azylantów. „Jakim narodem bylibyśmy, gdybyśmy ciesząc się swoją zamożnością, odwracali się jednocześnie od potrzebujących pomocy?” – zapytał.

Schaeuble dołączył w ten sposób do Ulricha Grillo, przewodniczącego Federacji Przemysłu Niemiec, dowodzącego, jak potrzebni są imigranci dla lidera gospodarczego Europy. W wywiadzie dla agencji DPA z 23 grudnia potępił działania Pegidy, nazywając ich aktywistów neonazistami i ksenofobami. Podkreślił, że starzejące się w zastraszającym tempie społeczeństwo Niemiec potrzebuje sporego napływu nowych pracowników, którzy wesprą gospodarkę i system opieki społecznej. „Biorąc pod uwagę tendencje demograficzne naszego społeczeństwa, tylko imigracja zapewni mu wzrost i dobrobyt” – zaznaczył.

Jednocześnie na profilach Facebooka i Twittera pojawiają się akcje ośmieszające Pegidowców, a także zorganizowane inicjatywy oporu wobec ich poczynań. Studenci z Berlina uruchomili stronę internetową www.fluechtlinge-willkommen.de (witamy uchodźców), oferującą osobom poszukującym azylu miejsca we wspólnych mieszkaniach. Dziennikarka Birte Vogel uruchomiła blog, w którym promuje projekty nastawione na pomoc uchodźcom. A mieszkanka Berlina, Ulrike Meier jako wolontariuszka rozpoczęła poszukiwania miejsca zamieszkania dla ok. 100 azylantów. Jej zdaniem Pegida to skrajnie populistyczny ruch, który odwołuje się do sentymentów niektórych grup społecznych, ale „z pewnością nie wszystkich Niemców”. Z kolei 24 grudnia, w Wigilię Bożego Narodzenia na portalu change.org pojawiła się petycja przeciwko ekstremistom – w ciągu trzech dni podpisało się pod nią ponad 65 tys. osób. Organizatorzy akcji planują zebrać milion głosów w tej sprawie. Jest to odpowiedź na apel prezydenta Gaucka z jego orędzia świątecznego.

Źródła: www.hurriyetdailynews.comwww.dw.de